fbpx

Porażka na własnym obiekcie z GKS Rudki 1:3

W meczu 11. kolejki Hummel IV Ligi Świętokrzyskiej żółto-niebiescy podejmowali w roli gospodarzy GKS Rudki. Piłkarze Nidy ulegli zespołowi przyjezdnych 1:3 (0:1).

Nida Pińczów: Pałaszewski, Wawer, Grabowski, Pasek (75. Sobstyl), Szafraniec, Ciacia, Kravczenko, Garula, Karasek, Tomasik, Parlicki
GKS Rudki: Rafalski, Smoliński, Biesiada, Stachura (87. Halik), Kudzia (25. Sala), Łuczak, Stefański, Skrzypek, Kowalski (66. Bednarski), Jedlikowski, Beka

Trenerzy: Nida – Marcin Kośmicki; GKS Rudki – Paweł Jaworek

Bramki: dla Nidy – Tomasik Michał; dla Rudek – Jedlikowski Piotr (2 gole), Łuczak Mykhailo

Żółte kartki: Nida – Szafraniec, Ciacia, Karasek; GKS Rudki – Sala, Łuczak, Kowalski

Sędzia główny: Jacek Kubicki
Sędziowie boczni: Hubert Pawlik, Paweł Łukasik


Spotkanie od pierwszych minut nie układało się po myśli pińczowskiego zespołu, bowiem już w piątej minucie, po pierwszej akcji przyjezdnego zespołu, arbiter główny podyktował rzut karny dla gości po faulu na jednym z zawodników GKS. Jedenastkę pewnie na bramkę zamienił Piotr Jedlikowski. Zespół GKS niesiony bramką częściej utrzymywał się przy piłce lecz nie przekładało się to na sytuacje bramkowe, poza jedną, w dodatku stuprocentową, kiedy po spektakularnym rajdzie jednego z zawodników gości i dośrodkowaniu w pole karne, zawodnik z Rudek nie trafił do pustej bramki.

Z minuty na minutę coraz częściej do głosu dochodzili zawodnicy z Pińczowa, stopniowo zwiększając przewagę w posiadaniu piłki, lecz futbolówka, jak zaczarowana, nie mogła odnaleźć drogi do siatki. W pierwszej połowie nie brakowało składnych akcji, strzałów i widowiskowych dryblingów z obu stron, lecz do przerwy wynik spotkania nie uległ zmianie. Niemniej pierwsza odsłona meczu wywołała wiele emocji i mimo niekorzystnego wyniku dla gospodarzy, spotkanie stało na wysokim poziomie.

Na drugą połowę gospodarze wyszli niezwykle zdeterminowani, by doprowadzić do remisu i to oni przez większość czasu zagrażali bramce gości, lecz niestety nieskutecznie. Sytuacje, których nie wykorzystała Nida, zemściły się w 61. minucie, w której to ponownie na listę strzelców wpisał się Jedlikowski.

W 67. minucie meczu po faulu na zawodniku żółto-niebieskich, pięknym strzałem popisał się Konrad Ciacia, ale bramkarz gości nie bez problemów wybił piłkę na rzut rożny i okazji na gola kontaktowego trzeba było szukać później. Na szczęście czekaliśmy nań zaledwie minutę – po dośrodkowaniu w pole karne Nida mogła się cieszyć ze zdobytej bramki. Na listę strzelców wpisał się Michał Tomasik.

Po stracie gola w szeregi drużyny przyjezdnych wdarła się niepewność i nerwy, przez co ich gra straciła na jakości, a wiele akcji było nieprzemyślanych. Z kolei zespół gospodarzy z determinacją próbował doprowadzić do remisu, ale w doliczonym czasie gry (w 91. minucie meczu) ostateczny cios zadał zespół przyjezdnych, który po szybkiej kontrze, za sprawą Mikhailo Łuczaka, podwyższył prowadzenie na 1:3.

Do końca meczu już nic się nie zmieniło i trzy punkty pojechały do Rudek. Mimo straty punktów trzeba podziękować piłkarzom za walkę, serducho i zdrowie pozostawione na boisku, bowiem w piłce nie zawsze dzieje się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Trzeba też nadmienić, że pińczowski zespół przystąpił do meczu bardzo osłabiony, gdyż zabrakło aż siedmiu graczy ze składu, wykluczonych przez kontuzje i kartki.

Zespół z Rudek po tym meczu zajmuje 6. miejsce w tabeli z 20. punktami. Nida przesunęła się na 17. – przedostatnie miejsce, zgromadziwszy do tej pory 8 punktów.

Podsumowując, trzeba szybko wymazać dzisiejsze spotkanie z głów, wyciągnąć odpowiednie wnioski i dobrze przygotować się do następnego meczu.
“Prawdziwi kibice cieszą się ze zwycięstw i wspierają po porażkach”. Tylko Nida! 🟡🔵🏆

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *